5. Dzień Pielgrzymki Żołnierzy na Jasną Górę
W pielgrzymce wojskowej na Jasną Górę uczestniczy ponad 350 żołnierzy. Oficjalnie – bo razem z kolumną marszową idzie także grono pielgrzymów duchowych: osób głęboko związanych z przedsięwzięciem, które w tym roku nie mogły być obecne fizycznie. W sobotę, piąty dzień z rzędu, towarzyszyli myślą, modlitwą i sercem swoim kolegom, którzy właśnie przekroczyli półmetek drogi do Czarnej Madonny.
Pielgrzymka wojskowa jest częścią Warszawskiej Akademickiej Pielgrzymki Metropolitalnej, dlatego niemal każdego dnia żołnierze uczestniczą wspólnie z „cywilami” w Eucharystii. W sobotę liturgię w Krzemienicy przygotowało właśnie Wojsko, śpiewał chór polowy, a w gotyckim kościele (gdzie kręcono „Pana Wołodyjowskiego”) homilię wygłosił ks. ppor. Paweł Komar.
Odnosząc się do budującego przykładu bohatera powieści Henryka Sienkiewicza, kapelan zachęcił, by nie dezerterować w budowaniu miłości do drugiego człowieka i pokonywaniu swych wad:
– Dziś, gdy wstaliśmy wybudzeni przez chłód nocy i popatrzyliśmy w lusterko, zobaczyliśmy swoją prawdziwą twarz. Bez umytej głowy, makijażu i dobrych perfum mogliśmy też jednak zobaczyć swoje człowieczeństwo. Bogu niech będą dzięki, że przez tę pielgrzymkę poznajemy prawdę o sobie i swojej słabości.
Kapelan Akademii Wojsk Lądowych we Wrocławiu wyjaśnił:
– Dzięki temu 14 sierpnia odnajdziemy prawdę, która nas zadowoli – o Bogu, który kocha bezinteresownie. I może jak wrócimy do domu, spojrzymy na nasze rodziny i współpracowników inaczej, po Bożemu, i będziemy w stanie – tak jak Pan Wołodyjowski – uświęcać się dla nich.
Po Mszy żołnierze ruszyli na obiad w kierunku Czerniewic. W każdej miejscowości, przez którą przechodzą i w której się zatrzymują, są witani z entuzjazmem przez lokalną społeczność.
– Dzieci co roku czekają najbardziej właśnie na żołnierzy. Przed ich przyjściem syn pojechał specjalnie po kuzyna, 7 kilometrów w obie strony rowerem. Obaj mają marzenie, żeby kiedyś iść do Wojska – powiedziała pani Katarzyna. Mieszkanka Czerniewic opowiedziała o sytuacji sprzed kilku lat:
– Do naszego dziecka podszedł żołnierz i się z nim przywitał. Synowi bardzo spodobała się odznaka w kształcie Polski, którą miał na mundurze. Żołnierz powiedział ze smutkiem: „Tej to ci dziecko nie dam…”, bo chciał z nią dojść aż do samej do Częstochowy. Ale potem jeszcze raz spojrzał na Piotrusia, zatrzymał się, zdjął odznakę i powiedział: „Tylko o mnie pamiętaj”.
Wychodząc z miasteczka, żołnierze znaleźli się na terenach działania Oddziału Wydzielonego Wojska Polskiego mjr. Hubala (Henryka Dobrzańskiego). W sobotę z Podkońskiej Woli do Sługocic mieli łącznie do pokonania aż 35 km przez asfalt, pola, piach, łąki i las.
Zmęczone nogi, często pokryte dokuczliwą wysypką – tzw. asfaltówką – niosą naprzód nie tylko dzięki determinacji i ważnym intencjom. Siłą napędową z pewnością jest także modlitwa wielu osób.
Wokół przedsięwzięcia przez lata powstało zwarte środowisko – rodzaj pielgrzymkowej rodziny. Nieobecni są tak naprawdę obecni, tyle że duchowo. Każdego dnia wypatrują wieści z wędrówki, wysyłają wiadomości:
„Witajcie, Bracia i Siostry, w Niepokalanowie pewnie już Msza”,
„Jak nogi w kolejnym dniu drogi?”,
„Wytrwałości, niech Bóg prowadzi”,
Sierżant Krzysztof Sieczkowski byłby na pielgrzymce wojskowej już po raz piętnasty. Najczęściej chodził z dziećmi. Wychowywały się tu.
– Nie mogłem wziąć udziału, bo dowódca mnie nie puścił. Dlaczego? Bo przysięgałem Ojczyźnie, że będę bronił jej niepodległości i granic. Gdy usłyszałem, że jadę na ZZ Podlasie, byłem skołowany – przecież zapisałem się już na pielgrzymkę. Ale – jak mawiał stary dowódca: rozkaz to nie gazeta, nie wystarczy przeczytać, trzeba wykonać. Po chwili namysłu zdecydowałem: taka jest Twoja wola, Panie, więc tak uczynię. Teraz jestem na granicy. Potem przejedzie tu na służbę moja żona, która jest oficerem. Zdążymy się tylko wymienić przy dzieciach – powiedział brat Krzysztof.
W sobotę, w wolnym czasie, ów służący w 16 Dywizji Zmechanizowanej sierżant pojechał na pielgrzymkę do Sokółki, miejsca Cudu Eucharystycznego:
– Przed obliczem Boga żywego modliłem się za wszystkich uczestników 32. PPŻ. Myślę o Was, oglądam zdjęcia i transmisje online. To inny rodzaj przeżywania, ale równie ważny dla mnie.
„Pielgrzymka jest dla mnie jak tlen” – powiedział rok temu ks. ppłk Maksymilian Jezierski, który był przez wiele lat związany z dziełem PPŻ. W dniu wyjścia pielgrzymów wojskowych z Warszawy – sprawował Mszę w ich intencji, a na prośbę jednej z osób z zabezpieczenia duszpasterskiego przygotował rozważania Drogi Krzyżowej. Została odprawiona podczas piątkowej wędrówki.
„Jezu, mój Przyjacielu, spraw, abym nieustannie wpatrywał się w Maryję, która wskazuje mi drogę do Ciebie” – modlili się żołnierze.
W sobotę w Spale, na leśnym cmentarzu, tradycyjnie oddali jeszcze hołd śp. gen. broni Tadeuszowi Bukowi – cieszącemu się estymą i niegasnącą pamięcią o dokonaniach – „dowódcy z sercem”, który zginął pod Smoleńskiem w 2010 roku.
Na ostatnim postoju – kolejne wizyty przyjaciół pielgrzymki. Jedna z ratowniczek medycznych, która w tym roku nie otrzymała skierowania do grupy zabezpieczenia, skorzystała z okazji, że w pobliżu mieszka jej mama:
– Bardzo chciałam znów być na pielgrzymce, podziękować za to, że w ostatnim roku skierował mnie do jednostki, w której odnalazłam spokój ducha. Nie udało się. Jedna siostra zgodziła się zanieść na Jasną Górę moje intencje. Myślę o Was codziennie – powiedziała.
Tego dnia w ramach cyklu o 9 wizerunkach Matki Bożej ks. por. Dariusz Jarliński opowiedział o Maryi, która pojawiała się na napierśnikach husarskich. Opierając się na przykładach obecności Pani Husarskiej w historii chwały oręża polskiego, kapelan zachęcił, by iść za słowami św. Bernarda z Clairvaux:
– Wzywając Ją, nie popadniesz w rozpacz; mając Ją w myśli, nie pobłądzisz. Gdy Ona cię podtrzymuje, nie upadniesz; gdy wstawia się, nie potrzebujesz się lękać; gdy łaskę ci wyświadczy, dojdziesz do celu.
O g. 21 na placu pod krzyżem, jak co dzień, odbył się Apel Jasnogórski – w łączności ze wszystkimi pielgrzymami duchowymi, których w tym roku tu nie ma.





